Szukane słowo

artykuł obraz

Wojciech Jerzy Muszyński

Polskie serce pod obcym mundurem

Płk Bohun - Dąbrowski dokonuje przeglądu

W połowie 1945 r. w środowisku polskich uchodźców na terenie zachodnich Niemiec z uznaniem przyjęto inicjatywę powołania u boku wojsk amerykańskich polskich formacji pomocniczych – Labor Services (Guard) do zadań wartowniczych, technicznych i transportowych. Przechodzące na stopę pokojową wojska amerykańskie potrzebowały tysięcy ludzi do pilnowania instalacji wojskowych, magazynów, obozów jenieckich, więzień, biur wojskowych i cywilnych przedstawicieli mocarstw zachodnich. Tworzenie polskich Kompanii Wartowniczych pozwalało na zdemobilizowanie i powrót za ocean dziesiątków tysięcy Amerykanów. Dla dowództwa alianckiego istotne było także stworzenie pozbawionym środków do życia uchodźcom możliwości zatrudnienia oraz wsparcie amerykańskiej żandarmerii w walce z plagą przestępczości, która dotknęła okupowane Niemcy. Ważna była także terapeutyczna funkcja służby: więźniowie i robotnicy przymusowi przez lata poniżani przez Niemców mogli nareszcie poczuć, że przestali być ludźmi pogardzanymi i stanowią istotny składnik sił koalicyjnych.

Początki

Wielu Polaków zaciągających się do służby u boku US Army miało nadzieję, że w momencie wybuchu konfliktu z Sowietami będą mogli z bronią w ręku jako pierwsi znaleźć się w wyzwalanej Polsce. Nadzieje te były nieoficjalnie podtrzymywane także przez czynniki amerykańskie, które, licząc się z możliwością konfliktu Wolnego Świata z Moskwą, dawały sygnały, że powstające oddziały to rodzaj ukrytej pod szyldem służby pomocniczej polskiej siły zbrojnej. Oprócz masowego napływu ochotników w skład formacji weszła w całości Brygada Świętokrzyska, zgrupowanie partyzanckie NSZ, które przedostało się z Polski do zachodnich Czech, gdzie w kwietniu 1945 r. połączyło się z Armią Amerykańską.

Proces powstawania oddziałów wartowniczych był spontaniczny, kompanie tworzono z inicjatywy poszczególnych dowódców amerykańskich, od szczebla dywizji wzwyż, co powodowało, że nie istniały jednolite dowództwo ani struktura organizacyjna. W zależności od potrzeb, były to jednostki w sile kompanii, batalionu, a w jednym wypadku nawet cały pułk wartowniczy. Praktyka wykazała, że najefektywniejszy do za dań wartowniczych był oddział w sile kompanii i większe jednostki uległy po działowi. Kompanie, formowane we dług etatów anglosaskich liczyły każda ośmiu oficerów oraz 252 podoficerów i szeregowych.

Na początku nie było regulaminów, norm i przepisów, np. dotyczących umundurowania, stąd panowała atmosfera pełnej improwizacji. Sprawy techniczne i wyszkolenia pozostawiano w rękach polskiej kadry oficerskiej, natomiast Amerykanie ograniczali się do ogólnego nadzoru i wyznaczania jednostkom konkretnych zadań. Żoł nierze-wartownicy mieli prawo noszenia polskich insygniów wojskowych: orzełków na hełmach i furażerkach, naszywek „Poland” czy proporczyków w barwach narodowych, obowiązywa ła polska komenda, a przy przyjmowaniu do służby honorowano polskie stopnie wojskowe, w tym oficerskie. Z biegiem czasu postępował jednak proces unifikacji kompanii, ograniczano pra wo do używania dystynkcji i symboliki narodowej. Wśród polskich formacji wartowniczych wyróżniał się zwłaszcza oddział kawalerii – jednak w 1947 r. dowództwo amerykańskie uznało, że bardziej efektywne od konnych będą samochodowe patrole drogowe.

Stabilizacja

Wraz z rozwojem polskich formacji wartowniczych zaczęto tworzyć także ośrodki szkoleniowe. Pierwszym i największym było powstałe w 1946 r. Centrum Szkoleniowe im. T. Kościuszki w Kaefertal koło Mannheim. Przeszkolono tam 133 kompanie wartownicze – łącznie ponad 40 tys. wartowników. Rozrastająca się formacja miała kilka ośrodków dowodzenia, których zadaniem było pośredniczenie w kontaktach między amerykańskim dowództwem a polskimi jednostkami w Niemczech. W toku kolejnych reorganizacji ośrodkiem kierowniczym polskich formacji stała się Główna Sekcja Łącznikowa, która od kwietnia 1947 r. podlegała bezpośrednio Dowództwu Amerykańskich Sił Zbrojnych w Europie. Funkcję jej szefa i nominalnie dowódcy Polskich Kompanii Wartowniczych pełnił płk Franciszek Sobolta (1898–1963), przed wojną dowódca 61. Pułku Piechoty, kawaler Krzyża Wojennego Virtuti Militari. W praktyce jednak Głów na Sekcja Łącznikowa, podobnie jak agendy Rządu RP na Wychodźstwie, nie miały większego wpływu na działalność kompanii.

Polski personel cieszył się dobrą opinią u swoich zwierzchników. Podkreślano morale polskich oddziałów wartowniczych i ich wysoki poziom wy szkolenia osiągnięty w niezwykle krótkim czasie. Przypadki demoralizacji w ich szeregach należały do wyjątków. Dlatego jedynie polskie formacje otrzymały broń i zostały skierowane do aktywnej służby porządkowej i wartowniczej. Próby tworzenia kompanii innych narodowości początkowo nie zostały uwieńczone sukcesem, np. liczące 3,5 tys. ludzi oddziały złożone z Łotyszy i Estończyków (Baltic Guard Companies) skierowano do prac budowlanych. W 1947 r. Amerykanie byli skłonni zarzucić program utrzymywania cudzoziemskich kompanii wartowniczych i rozwiązać wszystkie istniejące, w tym polskie. Redukcję wstrzymała jednak sowiecka blokada Berlina w 1948 r. Masowo tworzono wówczas nowe kompanie z ochotników pochodzących zza żelaznej kurtyny i dozbrajano już istniejące. Obok polskich po wstały liczne jednostki niemieckie, czeskie, bałtyckie, ukraińskie, bułgarskie, a nawet jedna albańska.

Sukces, jakim okazała się działalność Polskich Kompanii Wartowniczych, zachęcił Amerykanów do większego wykorzystania Polaków w służbach pomocniczych przy US Army. W latach 1947–1951 w Belgii i Francji działało sześć kompanii samochodowych stanowiących zaplecze logistyczne przy porządkowaniu miejsc spoczynku i ekshumowaniu ciał poległych Amerykanów. Od 1950 do 1967 r. na terenie Francji pełniło służbę kilka polskich kompanii stanowiących ochronę obiektów NATO.

Nie dysponujemy pełnymi danymi o liczebności polskich kompanii – wiadomo, że na skutek dużej rotacji (zwłaszcza w latach 1945–1949) przez ich szeregi przeszły dziesiątki tysięcy ludzi. O masowości zaciągu świadczą zachowane statystyki: na początku 1946 r. w kompaniach wartowniczych służyło według amerykańskich szacunków ok. 40 tys. ochotników. W sierpniu 1947 r., po pierwszych redukcjach, było ich blisko 28 tysięcy. W marcu 1948 r., na skutek emigracyji, ich liczebność zmniejszyła się do ok. 11,6 tysiąca. Jednak na miejsca opuszczających służbę przychodzili stale nowi ochotnicy: zdemobilizowani żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, uciekinierzy zza żelaznej kurtyny czy członkowie podziemia antykomunistycznego – służba w kompaniach była naturalnym przedłużeniem ich dotychczasowej walki.

Na przełomie 1949 i 1950 r., po kryzysie polskich formacji wywołanym masową emigracją, część polskich kompanii uległa rozformowaniu. Jednak w następnych latach sytuacja ustabilizowała się, a stany oddziałów ponownie zaczęły się powiększać. W ramach uzupełnień w szeregi polskich oddziałów wcielano w ograniczonej liczbie także osoby innych narodowości. W tamtym okresie na terenie Niemiec i Francji pełniły służbę 22 polskie kompanie.

Warunki służby

Służba w kompaniach wartowniczych miała charakter mało spektakularny – warty, patrole drogowe, eskortowanie konwojów z materiałem wojskowym. „Służba – wspominał jeden z żołnierzy – nie była ciężka w fizycznym sensie tego słowa. Dwa razy w ciągu doby miało się po cztery godziny warty przy wojskowych magazynach lub innych urządzeniach. Najgorsza była nuda tych godzin spędzonych na bezmyślnym chodzeniu tam i z powrotem”.

Formacje wartownicze w pierwszym okresie nosiły mundury amerykańskie ufarbowane na kolor czarny, co miało odróżniać wartowników od żołnierzy regularnej armii. W czasie służby strój uzupełniały pasy i hełmy w kolorze białym. W 1952 r. stacjonujące w Niemczech kompanie otrzymały nowy wzór mundurów w kolorze szaroniebieskim oraz hełmy z białym otokiem i literami CG (Civilian Guard). Kompanie znajdujące się od 1950 r. na terenie Francji przez cały okres swojej działalności wyposażone były w standardowe amerykańskie umundurowanie wojskowe. Odznaki stopni, początkowo według polskich wzorów, od 1946 r. zastąpiono dystynkcjami amerykańskimi, z tą różnicą, że miały one kolor czerwony.

Polscy wartownicy w amerykańskich mundurach w rzeczywistości mieli status cywilów wynajętych przez wojsko do określonych zadań. Ich praca nie była chroniona zbiorowym kontraktem – każdy mógł być zwolniony z dwutygodniowym okresem wypowiedzenia, nie przysługiwały im przywileje, które miał personel amerykański, np. ubezpieczenie socjalne, w pierwszych latach nie posiadali nawet dostępu do amerykańskiej służby zdrowia. Prawo takie otrzymali dopiero w 1955 r., choć nie dotyczyło ono już ich rodzin. Nawet wyżywienie, które otrzymywali polscy wartownicy (kategoria B), było uboższe od racji żywnościowych regularnych oddziałów amerykańskich (kategoria A). Innym przykładem dyskryminacji była sprawa pensji, która w przypadku polskiego wartownika wynosiła 1/5 tego, co na takim samym stanowisku otrzymywał jego amerykański odpowiednik.

Po służbie

Norymberga, Kaiserslautern, Mannheim, Ludwigsburg, Regensburg, Brema i wiele innych miejsc zakwaterowania polskich kompanii wartowniczych stało się ważnymi ośrodkami życia społecznego Polonii. W ośrodkach tych pracowali polscy księża, którzy prowadzili wśród wartowników i ich rodzin akcję ewangelizacyjną i wychowawczą. Staraniem wartowników w Kaiserslautern powstał kościół pw. św. Stanisława Biskupa, a w innych ośrodkach wybudowano kaplice. W ramach szkolenia prowadzono kursy kształceniowe, które pozwoliły wielu żołnierzom zdobyć wykształcenie w zakresie szkoły pod stawowej, nauki zawodu czy gimnazjum. Prowadzono też szkółki dla dzieci polskich. Rozwijała się działalność kulturalna: w każdym z ośrodków były świetlice i biblioteki, działały chóry i orkiestry, często na wysokim poziomie artystycznym.

Od 1946 r. ukazywała się dwa, a następnie trzy razy w tygodniu gazeta dla oddziałów wartowniczych „Ostatnie Wiadomości”. Kwitło życie sportowe. Wiele sukcesów w Niemczech i Francji odniosły drużyny piłkarskie złożone z wartowników, zwłaszcza powstały jeszcze w 1945 r. klub „Polonia”. Urządzano zawody lekkoatletyczne, bokserskie, koszykówki itp. Powołano Fundusz Społeczny mający na celu pomoc w edukacji członków oddziałów wartowniczych, opiekę nad kolegami dotkniętymi nieszczęściem i wspieranie uczącej się młodzieży. Fundusz wspierał także finansowo Polski Uniwersytet na Obczyźnie oraz przyznawał specjalne nagrody literatom, plastykom i na ukowcom. Wśród laureatów byli m.in. pisarze Jerzy Stempowski, Wacław Grubiński i Kazimierz Wierzyński.

Polskie kompanie wartownicze funkcjonowały ponad 22 lata, choć z czasem zaczęto stopniowo redukować ich liczbę. Pod koniec lat 50. jednostki były przekształcane w Oddziały Służby Technicznej i w tej postaci funkcjonowały do 1967 r. Wówczas zostały one ostatecznie zlikwidowane, ale część byłych wartowników nadal była zatrudniona jako personel techniczny w bazach amerykańskich.

Istnienie polskich kompanii wartowniczych to zapomniany dziś pierwszy polski wkład w działalność NATO i bezpieczeństwo Wolnego Świata. Żołnierze-wartownicy po zakończonej służbie w większości pozostali na Zachodzie, głównie w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii oraz Stanach Zjednoczonych. Stworzyli silne środowisko kombatanckie wśród niepodległościowej Polonii. Odbywające się co kilka lat zjazdy byłych wartowników stanowiły manifestacje wiary w odzyskanie niepodległości przez Polskę.

Źródło: Niezależna Gazeta Polska. Dodatek specjalny IPN z dnia 2 listopada 2007 r.

Wojciech Jerzy Muszyński