Szukane słowo

artykuł obraz

Tadeusz Skarzyński „Bończa”

Płk NSZ „Bohun” Dąbrowski - Skarbek cz. 2

17 I - pod wieczór osiągnęła przedmieścia Lublińca; oddział niem. volksturmu blokujący drogę, widząc zdecydowaną przewagę sił Brygady, usunął się na bok, a Brygada ominęła Lubliniec od południa.

18 I oddziały osiągnęły lasami m. Solarnia-Dziewicza Góra, aby 19 I przekroczyć przedwojenną granice polsko-niemiecką i dojść do m. Łaziska,. nieco na płn. od Strzelec Opolskich.

Tam płk „Bohun” wydał rozkaz dzienny nr 159, pisząc min.:

Ofensywa bolszewicka zmusiła nas do przesunięcia się na zachód Polski. Na drodze stanęły nam umocnienia niemieckie. 14 b.m. starliśmy się z Niemcami chcąc przebić się na zachód. Nie daliśmy rady. 15 b.m. czołgi bolszewickie zaatakowały nas od wschodu. Dla ratowania Brygady porozumiałem się z dowództwem fortyfikacji niemieckich, aby przejść przez ich linie na zachód. Tym samym weszliśmy w stan nie prowadzenia walki z Niemcami na czas nieokreślony. Mam nadzieję, że szybko toczące się wypadki wojenne pozwolą nam w niedalekiej przyszłości zameldować się u Wodza Naczelnego i Prawowitego Rządu Polskiego i według jego rozkazów zwrócić nasz oręż przeciwko temu wrogowi, którego każe nam zwalczać. Przypadł nam w udziale zaszczyt wkroczenia jako pierwszym oddziałom polskim na prastare nasze ziemie. To, co było marzeniem naszym - choć jeszcze dalekie od realizacji - zaczyna się spełniać. Żołnierze! Wzywam Was, byście swoją postawą wewnętrzną i zewnętrznym wyglądem dobrze zaprezentowali się na tym terenie!

Wieczorem 19 I Brygada doszła do m. Otmęt, leżącej na prawym brzegu Odry. Most był pilnowany przez żandarmerię niemiecką. Wydawało się, że tylko przy użyciu siły uda się przedostać na drugą stronę rzeki. Jednak wysłany z patrolem rtm. „Zaremba” (Jerzy Dobrzański - Zaleski, brat stryjeczny „Hubala") dostał się do komendanta miasta i pokazał „glejt” otrzymany w Żarnowcu. Pod pretekstem przeprowadzenia wozów z zaopatrzeniem dostał pozwolenie przejścia przez most na Odrze. Odpoczynek przerwało zbliżanie się czołówki pancernej wojsk sowieckich. Alarm o godz. 2-ej w nocy i przejście przez most do m. Krapkowice, a następnie forsowny marsz dniem i nocą w okresie 20-26 stycznia pozwoliły na oderwanie się od wojsk sowieckich. Brygada szła przez m. Komomiki, Kuźnicę Ligocką, Łambinowice do Kubic (koło Ząbkowic Śląskich). Tu była już ok. 100 km od frontu niemiecko-sowieckiego, co pozwoliło na parodniowy odpoczynek.

W Kubicach dołączyła do Brygady grupa AS Okręgu V - Kielce NSZ, pod dowództwem kpt. „Gustawa", licząca kilkudziesięciu nieźle uzbrojonych żołnierzy; przyjechali samochodami ciężarowymi z Częstochowy przez Opole -jak pisze Z. Siemaszko - wraz z członkami organizacji Toma, co dawało im jakieś względy.

Następnie Brygada przeszła marszem ubezpieczonym, przez Pieszyce, Stary Lisiniec do m. Petersdorf (czes. Petrovice) w Czechach, przechodząc ogromnie ciężki górski odcinek przez Karkonosze i starą granicę Protektoratu Czech i Moraw. 8 lutego znalazła się w m. Kottwitz (czeskie Chotvici), nieopodal m. Amau (czes. Hostinne), gdzie spotkała ciągnąca szosą kolumnę jeńców polskich, angielskich i amerykańskich. Polacy - powstańcy warszawscy, ewakuowani z obozu jenieckiego w Łambinowicach - widząc polskie mundury i orzełki, uciekają (ok. 120 osób) Niemcom i kryją się po pułkach Brygady; wśród nich znalazło się kilkunastu żołnierzy NSZ, walczących w powstaniu w szeregach AK. Zwiększał się też znacznie napływ do Brygady Polaków, uciekających z miejsc pracy przymusowej w Niemczech, wobec czego płk „Bohun” utworzył w Brygadzie 15 II czwarty -"Poznański” pułk piechoty, a jego dowódcą mianował kpt. „Gustawa".

Marsz przez Czechy, od 20 lutego, przez m. Pińcza, Peczek (40 km na wschód od Pragi) m. Blansk (20 km. na płn. od Brna) - odbywający się już powoli i bez większych przeszkód doprowadził Brygadę 14 marca do m. Rozstani na Morawach. Ludność czeska -jak pisze płk „Bohun” -odnosiła się do polskiej Brygady bardzo życzliwie. W Rozstani zgłosił się do płk „Bohuna” czeski oficer łącznikowy z podziemnego czeskiego ruchu antykomunistycznego; planowano wspólne akcje m. in. zorganizowanie powstania w Pilźnie.

12 kwietnia w porozumieniu z Czechami Brygada ruszyła marszem ubezpieczonym z Rozstani, omijając od płd. Pragę, w kierunku Pilzna.

18 IV 28 km od miasta Tabor - Czesi ostrzegają, że pod Taborem stoi niem. dywizja, która ma rozkaz zlikwidowania Brygady. Płk „Bohun” zarządził natychmiastową zmianę trasy przemarszu, kierując swe oddziały bardziej na południe, drogami przez zalesiony teren i m. Drażyce i Zaradków. Odbicie w bok o kilkanaście kilometrów pozwoliło na uniknięcie groźnego spotkania.

21 IV Brygada osiągnęła m. Vesin w pobliżu Pilzna. Tam Czesi oświadczyli, że Amerykanie podejdą pod Pilzno dopiero za miesiąc i planowane na 22 IV powstanie w Pilźnie jest obecnie nie wskazane. Płk „Bohun” ma odmienne informacje, jednak postanawia przesunąć Brygadę na płd. od Pilzna w rejon m. Stanków - Vsekary. 22 IV oddziały NSZ przechodzą przez m. Nevidoim. Vodokrty i 28 kwietnia Brygada osiąga m. Vsekary pod Holiszowem w pobliżu głównej szosy Pilzno- Bischofsteinitz. Z m. Rozstani Brygada przeszła 300 km. i znalazła się ok. 40 km od linii frontu amerykańsko-niemieckiego. Tutaj płk „Bohun” postanowił rozpocząć działania bojowe przeciw Niemcom, aby ułatwić Amerykanom przełamanie obrony niemieckiej pod miastem Bischofsteinitz.

Do najważniejszych wydarzeń i spraw w marszu na Zachód - dowodzonej przez płk „Bohuna” Brygady Świętokrzyskiej NSZ - można zaliczyć, oprócz wyżej wspomnianych, następujące:

a) Ostatnia ostra walka z Niemcami jak była już o tym mowa - miała miejsce 14 I 45 r. na ziemiach polskich koło wsi Pogwizdów. 15 I - w zamian za jeńców niemieckich - Brygada otrzymała od niemieckiego generała w Żarnowcu „glejt” na przepuszczenie jej przez niemiecką linię obronną i most na Pilicy w m. Koryczany k. Żarnowca. Ten „glejt” okazany 16 I lokalnemu dowódcy umocnień niemieckich pod Koziegłowami umożliwił przejście Brygady dalej. Próba rozbrojenia Brygady - jak o tym wspomina ppłk T. Boguszewski (Wykonanie planu „Z” [w:] „Zeszyty do Historii NSZ", z. 3,.Chicago, 1964) - miała miejsce 18 I przez lokalne dowództwo niemieckie w pobliżu Lublińca, jednak ppłk „Jaxa” [inż. Władysław Marcinkowski] - zast. dowódcy Brygady - skierowany do niemieckiego Ostkomando w Katowicach uzyskał od dowodzącego tam generała „glejt” na dalszy przemarsz Brygady do Czech. Następna próba rozbrojenia Brygady miała miejsce na linii Odry, koło m. Otmęt, ale znowu pomógł „glejt” niemiecki z Żarnowca czy Katowic. Ostro stawiali Niemcy sprawę włączenia, się Brygady w walkę przeciw Sowietom i objęcie odcinka obronnego, koło Ząbkowic Śląskich (niem. Frankenstein) na Przedgórzu Sudeckim. Tu spotkanie z oficerami niemieckimi zaproponował kpt. Tom; odbyło się ono w m.p. Brygady w Kubicach 28 I o godz. 10-ej rano; ppłk „Ząb” (szef Sztabu Brygady - Leonard Zub-Zdanowicz) wyjaśnił, że oddziały NSZ składają się z dobrze wyszkolonych partyzantów, którzy jednak do walki pozycyjnej czy opóźniającej nie są przygotowani. Natomiast płk „Bohun” wyjawił prawdziwe zamiary Brygady: wycofanie się na Zachód przed Armia Czerwoną - gdyż Sowiety są wrogiem nie tylko naszego kraju, ale całej Europy i zachodniej cywilizacji tak, aby dotrzeć do Wojska Polskiego przy zachodnich Aliantach; walczyć z Niemcami, którzy już przegrali wojnę, przestaje mieć sens, ale w razie przeszkód Brygada będzie się starała pokonać je wszystkimi sposobami. Władze zwierzchnie rozmawiających oficerów wyraziły zgodę na dalszy marsz Brygady przez Czechy.

Niebezpieczeństwo niemieckie groziło jeszcze Brygadzie, gdy blisko miesiąc przebywała na pustych terenach poligonowych w m. Rozstani, a następnie 18 IV koło miejscowości Tabor, gdzie cała dywizja 55 została wyznaczona do likwidacji Brygady NSZ. Przytomność płk „Bohuna", który zarządził zmianę trasy przemarszu Brygady, pozwoliła uniknąć zasadzki.

b) Na terenie Czech Brygada szkoliła specjalne oddziały do walki na tyłach nieprzyjaciela i nawiązania łączności z Komendą Główną NSZ w kraju. 7 II powstał oddział składający się z 60 ochotników, pod dowództwem por. „Skalskiego". Mieli być oni wysyłani w małych grupach do Polski.

Wszystkie polecenia i rozkazy patrole te otrzymywały bezpośrednio ode mnie - pisze płk „Bohun” - i nie było mowy, aby Niemcy mogli dawać od siebie zlecenia. Grupa skoczków spadochronowych składała się z 3 patroli kpt. „Sulimczyka", por. „Rumby” i por. „Gnata"; 45-osobowy patrol pieszy szedł pod dowództwem kpt. „Mosta", ale jego główna część (30 osób] zawróciła od granicy i powróciła do Brygady. Z tych patroli we IX 1945 r. powróciło do Brygady tylko 8 żołnierzy z por. „Gnatem". Reszta została zlikwidowana przez UB lub siedziała w więzieniu.

Wysyłano też kurierów przez front zachodni do gen. Władysława Andersa we Włoszech. Kpt. Szaława i por. Harry [lotnik angielski por. Richard V. Tullet, który po ucieczce z niewoli niemieckiej walczył w oddziale kpt. Żbika, potem przez cały czas w Brygadzie Świętokrzyskiej] szczęśliwie dotarli do II Korpusu we Włoszech i złożyli gen. Andersowi szczegółowy meldunek o Brygadzie, ale łączności radiowej z Brygadą nie zdołano nawiązać.

15 kwietnia wysłano do Londynu kuriera w osobie rtm. „Zaremby” w celu złożenia raportu o Brygadzie Rządowi Polskiemu; zadanie zostało wykonane 4 maja 1945 r.

c) W miejscowości Vesin przybył do Brygady mjr „ Aleksander” (S. W. Kozłowski, inż. leśnik - pierwszy adiutant Komendanta Głównego NSZ płk „Czesława” (Ignacego Oziewicza) -zwolniony z niemieckiego obozu koncentracyjnego w celu rekrutacji oficerów do Brygady; ale ani więzieni oficerowie polscy ani sama Brygada nie poparli tej misji. Wraz z mjr „ Aleksandrem” przyjechała do Brygady - uprzejmie witana przez płk „Bohuna” - p. Stanisława Mikołajczykowa, również zwolniona z niemieckiego obozu koncentracyjnego, żona ówczesnego premiera Rządu Polskiego w Londynie. Przebywała w Brygadzie przez dłuższy czas jeszcze po zakończeniu wojny, do 14 V 1945 r.

O dołączaniu do Brygady dużych i małych grup jeńców polskich więzionych w Niemczech i przymusowo wywiezionych robotników była mowa poprzednio.

d) 30 IV płk „Bohun” wysłał patrol oficerski (kpt. Stefan „Skalski", sierż. Tadeusz „Wicher", kpr. pchor. Jan „Skrzetuski” i strz. Jerzy „Torpeda") z zadaniem przedostania się przez front niemiecko-amerykański, dotarcia do dowództwa alianckiego, nawiązania łączności i podania szczegółowych informacji o Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ. Zabrany przez patrol list ppłk „Zęba” - szefa sztabu Brygady - do dowódcy amerykańskiego określał zamiary dowództwa Brygady: rozpocząć z Vsekar działania bojowe na tyłach XIII Armii niemieckiej, aby przeciąć jej zaopatrzenie frontowe dla oddziałów pod Bischofsteinitz oraz uwolnić niemiecki obóz koncentracyjny kobiet (1000 osób) w Holiszowie; przy tym list podawał znaki rozpoznawcze (wykładanie płacht dla lotnictwa amerykańskiego) i prosił o zbombardowanie z powietrza lasu ze składami amunicji niemieckiej przy fabryce w Holiszowie oraz przekazanie wiadomości o Brygadzie gen. Władysławowi Andersowi - dowódcy Korpusu Polskiego we Włoszech. Patrol kpt. „Skalskiego” osobiście odprawiony przez płk „Bohuna", dotarł po 48 godzinach bardzo uciążliwej i niebezpiecznej drogi, do gen. Robertsona, d-cy Dywizji Pancernej ("Indian Heads") z 111 Armii amerykańskiej gen. George'a Pattona. Gen. Anders został natychmiast powiadomiony. 3 maja 60 bombowców USA bombardowało przez 10 minut wskazany przez Brygadę las ze składami amunicji; ziemia we Vsekarach kołysała się jak przy trzęsieniu ziemi, składy amunicji zniszczono kompletnie i powstały doskonałe warunki terenowe do akcji na obóz „Holiszów".

Płk „Bohun” nie czekając na informacje o misji patrolu kpt. „Skalskiego” rozpoczął tegoż 30 kwietnia zapowiedziane działania Brygady na osi szosy Holiszów - Stanków - Bischofsteinitz. Przygotowywano też, szczególnie 4 V, intensywną pracą wywiadu i dokładnym rozpoznaniem terenu, akcję bojową na obóz koncentracyjny w Holiszowie, uzupełniając tym cenne informacje dostarczone przez wywiad czeskiej organizacji podziemnej. Na tych podstawach płk „Bohun” podjął decyzję wykonania tej akcji bojowej 5 V o godz. 12 (zaskoczenie w porze obiadowej). Od 6. rano cała Brygada była w pogotowiu alarmowym. W międzyczasie delegacja czeska mieszkańców miasta Holiszowa zgłosiła się do płk „Bohuna” z prośbą o odłożenie ataku na obóz, bo Amerykanie są jeszcze - ich zdaniem - daleko, a Niemcy w odwecie za wyzwolenie obozu zastosują represje na „niewinnych” mieszkańcach Holiszowa. Zrozumiałe, że rozgoryczeni opuścili m.p. Brygady, a płk „Bohun” natychmiast zarządził alarm i wymarsz oddziałów Brygady na podstawy wyjściowe do natarcia. W akcji brały udział I i II bataliony 202 pp. (kpt. „Stepa” i mjr „Rusina") oraz II batalion 204 pp. (kpt. „Jerzego Wojskiego"). Opis zdobycia obozu zawarty jest w książce płka „Bohuna” Byłem dowódcą Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Do niewoli wzięto 200 ss-manów i 25 kobiet-dozorczyń; uwolniono z obozu koncentracyjnego ponad 700 kobiet różnych narodowości, w tym 167 Polek, 400 Francuzek, Czeszki, Rumunki, Jugosłowianki i 2 baraki kobiet pochodzenia żydowskiego. Zdobyto ckm-y, rkm-y, pm-y i granatniki oraz wielką ilość różnorodnej amunicji i granatów ręcznych, dzięki czemu siła ogniowa Brygady znacznie wzrosła. Straty własne Brygady wynosiły 2 rannych. Uwolnieniem obozu dowodził osobiście płk „Bohun", posuwając się na osi natarcia II batalionu (mjr „Rusina") z 202 pp. W kancelarii obozu znaleziono osobisty rozkaz Hitlera z 25 II 1945 nakazujący wysadzenie w powietrze wszystkich obozów koncentracyjnych wraz z więźniami, gdy nieprzyjaciel znajdzie się w odległości 8 km od danego obozu.

e) Równocześnie trwały w dzień i w nocy - rozpoczęte 30 IV - inne akcje bojowe na drogach zaopatrzenia XIII Armii niemieckiej, utrudniając Niemcom dostawy amunicji i żywności na front pod Bischofsteinitz.

6 V o godz. 5 rano patrol bojowy n batalionu 204 pp. (kpt. „Jerzego Wojskiego") spotkał się ze szpicą pancerną 2. Dywizji USA gen. Robertsona pod m. Stanków leżącą między Holiszowem i Vsekarami a frontem. Kompania piechoty amerykańskiej z tej Dywizji osiąga m. Vsekary, skąd wspólnie z kompanią kpt. „Mosta” z II bat. 202 pp. (mjr „Rusina") uderzają - pod osłoną czołgów - na m. Hradistovy i biorą do niewoli sztab XIII Armii niemieckiej, w tym 2 generałów i 70 oficerów. Ogółem w akcjach przeciw oddziałom tej armii Brygada wzięła do niewoli w okresie 30 IV -6 V 1945 ponad 500 jeńców niemieckich, nie licząc obsady obozu koncentracyjnego w Holiszowie.

Oficerowie amerykańscy i sam gen. Robertson stwierdzili, że akcja Brygady Świętokrzyskiej NSZ na tyłach XIII Armii niemieckiej oszczędziły Amerykanom walk i strat. Mimo różnych prowokacji komunistów czeskich stosunki z dowództwem 3 Armii USA były serdeczne. W ostatnich dniach wojny stan Brygady wynosił 12511udzi.

7 V po południu płk „Bohun” wraz szefem sztabu Brygady ppłk „Zębem” udał się do m. Stanków, gdzie kwaterował sztab jednego z pułków 2. Dywizji Pancernej USA. Dowódca tego pułku - po porozumieniu się telefonicznym ze swymi zwierzchnikami - oświadczył, że amerykańskie wyższe władze wojskowe uznały Brygadę Świętokrzyską za oddział aliancki, ze wszystkimi prawami kombatantów, a on otrzymał rozkaz pełnego zaopatrzenia Brygady w żywność na stan 2000 żołnierzy. 2. Dywizja USA ubrała Brygadę w jednakowe mundury. W doskonałym nastroju wrócili płk „Bohun” i ppłk „Ząb” do swego m.p. we Vsekarach. Nieco później płk „Bohun” Dąbrowski zameldował się u dowódcy V Korpusu 3 Armii amerykańskiej, gen. Huebnera w jego m.p. w Pilźnie.

Wcześniej 6 V 1945 r. płk „Bohun” wydał rozkaz specjalny do żołnierzy i oficerów Brygady, pisząc w nim m.in.:
Żołnierze! Chwila, na którą tak długo czekaliśmy, nastąpiła. Dzisiaj o godz. 12.15 oddziały naszej Brygady nawiązały łączność bezpośrednią z armią amerykańską niosącą wolność narodowi polskiemu. Spotkaliśmy się, jak równi z równymi, jak sprzymierzeńcy ze sprzymierzeńcami Osiągnęliśmy to, co początkowo niejeden widział w sferze nieziszczalnych marzeń... W naszym marszu na Zachód przeszliśmy wiele. Dławiło nas niekiedy uczucie chwilowej bezsilności i świadomość niemożliwości walki na tyłach armii niemieckiej... Dziś sztandary nasze powiewają obok zwycięskich barw amerykańskich... Opatrzność pozwoliła nam raz jeszcze wziąć udział w walce przeciw odwiecznemu wrogowi i dorzucić swą cząstkę do wspólnego wysiłku zjednoczonych narodów. W tej - tak pamiętnej dla nas - chwili dziękuję Wam za zaufanie, którym mnie obdarzyliście. Ta Wasza ufność umożliwiła mi w znacznej mierze realizację tych zadań, które sobie postawiliśmy Niech Żyje Niepodległa Polska!

Dwa dni później, 8 maja 1945 r. II wojna światowa została zakończona na froncie europejskim bezwarunkową kapitulacją Niemiec.

Zaraz - w pierwszych dniach po zakończeniu wojny - do Brygady Świętokrzyskiej NSZ stacjonującej w Vsekarach na ziemi Czeskiej, w pobliżu ówczesnej granicy strefy amerykańskiej i wpływów sowieckich, zaczęli napływać, szukając oparcia i pomocy, Polacy - oswobodzeni z obozów koncentracyjnych i przymusowych robót w Niemczech. Dzięki swemu położeniu dowodzona przez płk „Bohuna” Brygada stała się pomostem pomiędzy Polską a Korpusem PSZ gen. Andersa i Dywizją Pancerną gen. Maczka. Tysiące rodzin polskich może stwierdzić, jak wielką i bezinteresowną pomoc okazała Brygada przy ułatwianiu im łączności z Krajem, w jedną i drugą stronę.

W połowie 1945 r. płk „Bohun” wysłał do Kraju patrol oficerski (kpt. „Białynia", kpt. „Gustaw” i kpt. „ Albert") z zadaniem sprowadzenia do Vsekar rodzin żołnierzy Brygady. W ciągu paru tygodni patrol wypełnił swe zadanie, ok. 40 osób przerzucono przez granicę szlakami utworzonymi poprzednio przez Brygadę. W grupie tej znalazło się także czworo dzieci płk „Bohuna". Jego żona Zofia z Chojeckich niestety zmarła 5 V 1945 r. w Krakowie na chorobę zakaźną. Wszystkie rodziny zamieszkały początkowo we Vsekarach, potem w Bernacicach, skąd - zważywszy na niepewne losy Brygady - zostały przewiezione do Włoch pod opiekę gen. Andersa. Dopiero po stabilizacji NSZ-owców w Kompaniach Wartowniczych, rodziny połączyły się na stałe.

Pod koniec maja 1945 r. odbyły się dwie wzruszające uroczystości urządzone przez uwolnione przez Brygadę więźniarki z niemieckiego obozu koncentracyjnego „Holiszów". Pierwszą urządziły więźniarki Polki; w jej trakcie wręczyły płk „Bohunowi” - obok kwiatów - książeczkę wykonaną z obozowego pasiaka w kształcie dużego serca, w której umieściły swoje podpisy i numery więzienne. Przeżywałem wtedy chwilę ogromnego wzruszenia, SERCE to jest najcenniejszą moją pamiątką - pisał płk „Bohun” - i jednocześnie najwyższym odznaczeniem, jakie otrzymałem w moim żołnierskim życiu. Drugą uroczystość zorganizowały więźniarki wszystkich narodowości; przybyły też misje wojskowe i cywilne m.in. francuska, belgijska, holenderska, węgierska. Wręczano żołnierzom i oficerom Brygady odznaczenia wojskowe wielu krajów, wygłaszano przemówienia, wyrażano uznanie i podziękowania. Żołnierze NSZ przeżyli wówczas wielką satysfakcję z dobrze spełnionego obowiązku żołnierskiego.

Płk „Bohun” przyjmował w m.p. Brygady również gości oficjalnych. Pierwszy, zaraz po 8 maja, przybył płk Perkins z wywiadu brytyjskiego, aby otrzymać informację o Brygadzie z pierwszej ręki. W tej rozmowie brali również udział ppłk „Jaxa” (inż. Władysław Marcinkowski) - z-ca d-cy Brygady i ppłk „Ząb” (Leonard Zub-Zdanowicz) szef sztabu Brygady, który znał płk Perkinsa z okresu swego pobytu w Anglii. W wymianie poglądów płk Perkins stwierdził: wojny z Sowietami nie będzie w obecnej sytuacji politycznej na świecie, i stan obecny może potrwać jeszcze dość długo. [To „dość długo” trwało ponad 44 lata.]

Przedstawiciel Wojska Polskiego z terenu państw zachodnio-europejskich - płk Alojzy Mazurkiewicz - wizytował Brygadę 14 maja. Do żołnierzy Brygady, zebranych na placu apelowym, powiedział:

Jestem dumny, że mnie pierwszemu przypada w udziale przywitać wasz oddział. Jesteście jedynym oddziałem [z kraju], któremu udało się przejść przez wszystkie trudy i znoje życia żołnierskiego; i to z bronią w ręku. U Amerykanów macie opinię jak najlepszą. Tę opinię zjednaliście sobie swoją postawą żołnierską i swym zachowaniem się. Tę opinię przekażę dalej. Przybyłem po to, aby żołnierzom uwolnionym z okupacji niemieckiej przywracać prawa żołnierza. Wam tych praw nie potrzebuję przywracać, albowiem zdobyliście je sobie w walce i trudach żołnierza. Byliście i jesteście żołnierzami polskimi, a czyny wasze przejdą do historii.

W końcu maja odwiedził Brygadę i płk „Bohuna” zwolniony z niemieckiego obozu koncentracyjnego płk Ignacy Oziewicz, pierwszy dowódca NSZ „Czesław", Po odebraniu defilady całej Brygady, powiedział do żołnierzy: Jako były dowódca NSZ w Kraju witam Was na wolnej ziemi czeskiej. Jestem dumny z Waszych czynów bojowych i na ręce Waszego Dowódcy płka „Bohuna” - Dąbrowskiego składam najserdeczniejsze żołnierskie podziękowanie.

W tym samym czasie płk „Bohun” wysłał ppłk „Jaxę” i mjr „Zawiszę” (Jerzego Olgierda Iłłakowicza) do Frankfurtu n/Menem, dla nawiązania bezpośrednich kontaktów z dowództwem wojsk alianckich w Europie. Zapadła tam - w czasie rozmów - decyzja przeniesienia Brygady Świętokrzyskiej do II Korpusu gen. Andersa we Włoszech; rozpoczęto jej realizację, jednak wkrótce zaprzestano, bo Anglicy nie zgodzili się na powiększenie stanu osobowego Korpusu.

W Brygadzie w czasie wizyty płk Henryka Szymańskiego, oficera łącznikowego Armii Amerykańskiej przy Korpusie gen. Andersa, zjawił się w stanic nadzwyczajnego podniecenia 50-letni mężczyzna - Smal- Stocki, prof. Uniw. Warszawskiego z prośbą o obronę przed NKWD, które chce go porwać i wywieźć do Rosji. Rzeczywiście przed siedzibą Dowódcy Brygady stały 2 samochody z oficerami NKWD i żołnierzami sowieckimi, otoczone przez zaalarmowaną wartę Brygady. Enkawudziści arogancko zażądali od płk „Bohuna” wydania profesora. Jednakże płk Szymański stwierdził spokojnie, że Sowieci nie mają nic do gadania w strefie amerykańskiej i należy ich odprowadzić do granicy, a profesora wziąć pod opiekę. Sowieci odjechali grożąc skargą u najwyższych władz amerykańskich. Płk „Bohun” pisze w swoich wspomnieniach:

W ten sposób zostało uratowane życie jednego z najszlachetniejszych ludzi.

Płk „Bohun” składał - w asyście mjr Zawiszy, jako oficera łącznikowego Brygady przy dowództwie amerykańskim w Pilźnie wizyty kurtuazyjne, m.in. dowódcy V Korpusu Amerykańskiego w Pilźnie gen. Hermanowi i dowódcy 2 dywizji amerykańskiej gen. Robertsonowi. Z ich wypowiedzi wynikała wielka życzliwość i zrozumienie sytuacji Polaków i Brygady.

Ze względu na bliskość granicy strefy sowieckiej, a szczególnie po porwaniu przez NKWD por. Ryczka i sierż. Rysia, postój Brygady we Vsekarach uznano - co najmniej za niewygodny. Uzgodniono z Amerykanami i przeniesiono Brygadę o 5O km na zachód do wsi Bernacice. Bezpośrednim opiekunem ze strony amerykańskiej został gen. Devine, dowódca 8 Dywizji Pancernej, bardzo dla Brygady życzliwy. W czerwcu do Bernacic przybyli oficerowie łącznikowi gen. Andersa, w tym ppłk dypl. Stanisław Żochowski - „Orłowski", poprzednio szef sztabu NSZ u płk Oziewicza i emisariusz dowództwa NSZ do Naczelnego Wodza WP gen. K. Sosnkowskiego w Londynie (1942/43). Równocześnie płk „Bohun” wysłał do II Korpusu kilku wyższych oficerów NSZ. Łączność Brygady z II Korpusem i gen. Andersem istniała bez przerwy do czasu demobilizacji Korpusu w Anglii. Obustronną współpracę i pomoc gen. Władysława Andersa we wszystkich możliwych przypadkach należy ocenić bardzo wysoko, w tym obronę Brygady przed sowieckim żądaniem jej wydania, co zostało odrzucone przez aliantów zachodnich. Mimo to NSZ-owcy byli stale atakowani przez Sowietów i reżym komunistyczny z Polski, co zostało spotęgowane po podstępnej wizycie agenta komunistycznego, Stefana Litauera, przedstawiającego się jako polski korespondent Stefan Lityński, który w artykule zamieszczonym w londyńskiej gazecie „News Chronicie” z 30 VII 1945 przedstawił Brygadę jako gniazdo faszyzmu na zachodzie.

W ten sposób fakt przebywania oddziałów NSZ w Czechach stał się dość powszechnie znany, co szybko spowodowało dalsze skutki. Naczelne dowództwo sił alianckich zażądało zdania broni, przewiezienia Brygady do Koburga (w Bawarii) i zakwaterowania w koszarach poniemieckich. Broń przejęli Amerykanie 6 sierpnia. Po kilku dniach (15 VIII) - w porozumieniu z gen. Pattonem, dowódcą III Armii, postanowiono przenieść Brygadę z Koburga do baraków w Karlsfeld (w okolice Dachau), jednak nadal żołnierze nasi byli na przydziałach niemieckich. Doszło do wiadomości płk „Bohuna”, że Amerykanie projektują utworzenie kompanii wartowniczych przy Armii USA. Przygotowano memoriał proponujący zorganizowanie tych kompanii przez Brygadę Świętokrzyską i 15 IX płk „Bohun” udał się, wraz z ppłk Żochowskim i mjr „Zawiszą” przedstawić ten materiał w Głównej Kwaterze gen. Pattona w Bad - Toeltz. Projekt uzyskał pełną akceptację amerykańską, Polskie Kompanie Wartownicze przy III Armii miano formować na poligonie Marsfeld pod Norymbergą. Natychmiast też dostarczono do Brygady do Karlsfeldu karabiny, umundurowanie i żywność na stan 2000 żołnierzy. Początkowo płk „Bohun” zorganizował pierwszą Kompanię Wartowniczą pod dowództwem kpt. Stefana Skalskiego, która objęła służbę we wschodniej Bawarii. Po 1 X przewieziono Brygadę - cały czas utrzymującą całość organizacyjną - do baraków i namiotów w Marsfeld. Powstał tam obóz wyszkoleniowy dla I Grupy Brygadowych Kompanii Wartowniczych. Do ośrodka ćwiczebnego zgłaszali się liczni ochotnicy: wyzwoleni z niewoli niemieckiej, w której przebywali od 1939 r. lub po powstaniu warszawskim, zwolnieni z obozów koncentracyjnych oraz wywiezieni do pracy w Niemczech w czasie wojny, którzy na razie postanowili nie wracać do Kraju.

We wrześniu 1945 r. z Brygady Świętokrzyskiej - jeszcze w Karlsfeld - sformowano 6 kompanii, obok dowództwa i kwatery głównej, razem ok. 1800 ludzi, w początku listopada t. r. w Karsfeld było już 20 kompanii po 258 ludzi, a na Boże Narodzenie 30 kompanii po 250 ludzi, co wraz z dowództwem i ośrodkami wyszkolenia obejmowało ok. 8000 ludzi. Kompanie obsadzały ośrodki zaopatrzenia III Armii Amerykańskiej na obszarze Niemiec Zachodnich.

Sprawami żołnierzy NSZ w brytyjskiej strefie okupacyjnej w Niemczech w początkowym okresie powojennym kierował ppłk Tadeusz Boguszewski, a w strefie amerykańskiej mjr Mieczysław Kozłowski (były komendant Okręgu NSZ IA Warszawa-Miasto). Dowódcą całości i komendantem ośrodka szkoleniowego był płk „Bohun” - Dąbrowski. On też odpowiadał moralnie za dalszy los żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Postanowił wykorzystać wolny czas na wychowanie i kształcenie żołnierzy NSZ. Działał w tym zakresie mocno obsadzony VI Oddział Sztabu (oświata i propaganda), m.in. wydający drukiem gazetę „Ostatnie Wiadomości". Powstały też inne pisma brygadowe, np. regularna kontynuacja do końca 1949 I. „Szańca” i wychodzący w Ambergu „Biuletyn” Stowarzyszenia Żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej.

Płk „Bohunowi” zależało na wykształceniu i dokształceniu młodzieży, zdobyciu przez nią wiedzy i zawodu. Już od początku zawiązywania się I-szej Grupy Kompanii Wartowniczych zorganizowano kursy fachowo-oświatowe na różnych szczeblach. Pragnących ukończyć średnie wykształcenie odkomenderowano do szkół przy polskich ośrodkach. Dawane były liczne stypendia na wyższe uczelnie niemieckie. Równocześnie prowadzono wychowanie obywatelskie żołnierzy przez wykłady programowe i pogadanki w kompaniach.

W Monachium zorganizowano ośrodek dla rodzin żołnierzy Brygady, prowadzony przez kpt. „Gustawa". Każda rodzina otrzymała mieszkanie w zarekwirowanych domach niemieckich. Zaopatrzenie dostarczały poszczególne kompanie wartownicze i zakupy w sklepach niemieckich. Powstało tamże polskie gimnazjum i liceum pod dyrekcją prof. Śliwińskiego, prof. L. Skąpskiej i innych, które istniały tam do 1947 r., a później zostały przeniesione do Dachau. Ks. kpt. Wiktor „Mróz” - kapelan Brygady - urządził w Ośrodku Monachijskim piękną kaplicę, w której odprawiał, co niedzielę Mszę św. dla Polonii monachijskiej, aż do czasu swego wyjazdu w 1948 r. na misję do Japonii. Cały ośrodek utrzymał się do 1949 r., kiedy wszystkie rodziny polskie wyemigrowały do krajów stałego osiedlenia.

Płk „Bohuna” i żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej odwiedzali mili goście. M.in. 2 XI 1945 r. - w ośrodku ćwiczebnym w Marsfeld - znany pisarz Melchior Wańkowicz, korespondent wojenny II Korpusu. Chwile spędzone z nim na rozmowach pod namiotem [a interesował się całym zagadnieniem NSZ i Brygady] pozostaną w mojej pamięci na całe życie - pisał płk „Bohun” w swoich wspomnieniach. Wrażenia z pobytu M. Wańkowicza w Brygadzie zostały opublikowane w książce „W marszu i boju” (Monachium 1948).

20 stycznia 1946 r. przybył do m.p. Sztabu Brygady w Marsfeld ks. bp. Gawlina - biskup polowy Wojska Polskiego na Zachodzie - w towarzystwie księży kapelanów. Został powitany przez płka „Bohuna” oraz kompanię honorową ze sztandarem Brygady Świętokrzyskiej. Obecny był także - znajdujący się na zachodzie od sierpnia 1945 r. - Komendant Główny NSZ gen. Zygmunt Broniewski ("Bogucki"). W zakończeniu rozmów, w czasie których omawiano całą historię ZJ, NSZ i Brygady Świętokrzyskiej - ks. biskup powiedział: Doskonale Was rozumiem i ubolewam nad tym, że nie było zrozumienia istotnych spraw wśród czynników kierowniczych polskich w Kraju i za granicą. Będziemy musieli pozostać poza granicami Kraju, aby świadczyć o tym, że nie zgadzamy się z obecnym stanem, zaistniałym w Polsce przez narzuconą przemocą nową niewolę. Płk „Bohun” - na spotkaniu ks. biskupa z oficerami Brygady - dziękując mu za przybycie i ustosunkowanie się do całego zagadnienia Brygady i NSZ, zapewnił go o naszym bezkompromisowym stanowisku w sprawie wolności i niepodległości Polski oraz głębokim przywiązaniu do religii naszych ojców i dziadów.

W okresie dowodzenia I Grupą Kompanii Wartowniczych płk „Bohun” często inspekcjonował podległe mu oddziały. Gdy w styczniu 1946 r. jechał z szefem sanitarnym mjr dr. Colonną autostradą Norymberga - Monachium, został z zasadzki ostrzelany przez 6 zamachowców. Prawdopodobnie byli to agenci sowieccy.

Wiosną 1946 r. płk „"Bohun"” (Antoni Skarbek vel Antoni „Dąbrowski") ożenił się powtórnie (jako wdowiec) z córką swoich przyjaciół - doktorostwa Colonna - panną Barbarą; ślub odbył się w Ośrodku Monachijskim, z pełną asystencją przyjaciół, kolegów i podwładnych płk „Bohuna".

W kwietniu 1946 r. nacisk sowiecki i komunistycznych władz PRL-u na aliantów zachodnich stał się tak silny, że władze amerykańskie zwolniły płka „Bohuna” z dowództwa I Grupy Kompanii Wartowniczych w Niemczech, proponując mu jednocześnie natychmiastowy wyjazd z rodziną i osiedlenie się w USA. Płk „Bohun” nie skorzystał jednak z tej propozycji wyjazdu, uważając, że jego obowiązkiem moralnym jest pozostanie z żołnierzami Brygady do czasu wyklarowania się sytuacji emigracyjnej i zamieszkał wraz z całą rodzina w Ośrodku Monachijskim.

W tym mniej więcej czasie miała znowu miejsce, na szczęście nieudana, próba zamachu na płk „Bohuna” przez napastników sowieckich przebranych w mundury amerykańskie. Mimo zwolnienia z obowiązków dowódczych, płk „Bohun” często odwiedzał żołnierzy w różnych ośrodkach brygadowych kompanii i był serdecznie przyjmowany. To przywiązanie i szczery koleżeński stosunek Brygadowców, wzmacniał mnie na duchu - pisze w swych wspomnieniach - i pozwalał wierzyć, że ziarna naszej ideologii zasiane w ich duszach, dadzą kiedyś rezultaty, i że to pokolenie wychowane przez nas, nie zawiedzie pokładanych w nim nadziei.

W czerwcu 1946 r. nastąpiła całkowita reorganizacja Kompanii Wartowniczych, ponieważ III Armia Amerykańska została wycofana z Niemiec. Część Kompanii została przydzielona do VII Armii USA, druga -pod dowództwem mjra „Zawiszy” do jednostki kwatermistrzostwa (Continental Base Section -CBS), jednakże w połowie 1947 r. i CBS uległy rozwiązaniu, część Kompanii Wartowniczych uległa rozformowaniu, reszta - skoncentrowaniu przy VII Armii USA. Na początku 1948 r. wielu zdemobilizowanych wartowników opuszcza Niemcy. Pozostaje jednak spora grupa żołnierzy brygadowych, którzy chcą wyjechać razem. Płk „Bohun” -wraz z przyjaciółmi planował wykonanie takiego zadania, wykorzystując propozycję rządu francuskiego, przedłożoną gen. Andersowi, zorganizowania polskich uchodźców, którzy przeciwdziałaliby rozwijającym się komórkom komunistów polskich we Francji, w fabrycznych ośrodkach polonijnych.

W Monachium mjr „Zawisza” organizował „Polish Emigration Society". W porozumieniu z ośrodkiem paryskim, punkt zborny wyznaczono w obozie w Karlsruhe. Następują przerzuty do Francji ok. 1500-2000 żołnierzy.

W styczniu 1949 r. również sam płk „Bohun” postanowił przenieść się do Francji, aby nadal dzielić los swych żołnierzy i być - o ile możności - pomocny w ich walce z komuną, mimo, że zdawał sobie sprawę, że wpływy komunistyczne we Francji były w tym okresie bardzo duże. Postanowienie swoje zrealizował wraz grupą żołnierzy brygadowych.

Płk „Bohun” Dąbrowski przybył do Paryża w końcu stycznia 1949 r. Na dworcu kolejowym witali go przyjaciele polityczni: dr Kazimierz Gluziński (w okresie okupacji niemieckiej szef Służby Cywilnej Narodu i przewodniczący Rady Politycznej NSZ - Zachód) i inż. Władysław Dowbor (jeden z sygnatariuszy deklaracji ideowej ONR z 14 IV 1934 r.), a na uroczystym obiedzie także ppłk Władysław Marcinkowski, mec. Leonard Rudowski i mjr Jan Łączyński „Nałęcz". Płk „Bohun” zamieszkał w gościnnym domu państwa Dowborów w Burg koło Beauvais (60 km na płn. od Paryża), którzy tam prowadzili warsztaty tkackie. Uczył się pilnie języka francuskiego, prowadził długie koleżeńskie rozmowy, poszukiwał pracy i stabilizacji życia w oczekiwaniu na przybycie rodziny z Niemiec.

Był to już okres, w którym ciężar działalności środowiska „SZAŃCA” przeniósł się do Francji. Tu mieszkali bądź spotykali się czołowi działacze (poza wyżej wymienionymi także Tadeusz Todtleben, Stefan Nowicki i inni, często jako goście lub rezydenci w Burg'u u pp. Dowborów). po Francji przybyło już ponad 1500 żołnierzy NSZ, byłych wartowników z Niemiec. 1 lipca 1949 r. założono nową organizację OGNIWO, która dbała o stabilizację swych członków we Francji, a równocześnie podtrzymywała tradycje Brygady Świętokrzyskiej i świadomość polityczną polskich uchodźców; prezesem OGNIWA został - oficjalnie - płk Ignacy Oziewicz, były pierwszy Komendant Główny NSZ w kraju. Nieco później - w listopadzie 1949 r. - rozpoczęto wydawanie miesięcznika - biuletynu „OGNIWO", którego redaktorem do końca 1951 r. był kpt. „Szaława” t.j. Przemysław Mieczkowski (poprzednio d-ca 5 komp. 204 pp. w Brygadzie Świętokrzyskiej). W latach 1952-54 kpt. „Szaławę” zastąpił w funkcji redaktora „OGNIWA” rtm. „Zaręba” [Jerzy Dobrzański-Zaleski], poprzednio szef VI Oddziału (oświata i propaganda) w Sztabie Brygady Świętokrzyskiej oraz przedstawiciel płka „Bohuna” i Brygady w misji do Naczelnego Wodza w Londynie, gdzie dotarł 4 V 1945 r. W czerwcu 1951 r. złożył wizytę w OGNIWIE gen. Stanisław Maczek, a w marcu 1952 r. wizytował OGNIWO gen. Władysław Anders - wówczas (od 8 XI 1946 r.) Naczelny Wódzi Generalny Inspektor Sił Zbrojnych, który na tym stanowisku kierował demobilizacją Polskich Sił Zbrojnych.

W maju 1949 r. francuskie więźniarki z hitlerowskiego obozu kobiecego „Holiszów” - wyzwolonego przez Brygadę Świętokrzyską - urządziły w Paryżu uroczyste powitanie płka „Bohuna” we Francji. Podziękowaniom, wspomnieniom i radości nie było końca. Francuzki wykazały, że gdyby nie pomoc Brygady Świętokrzyskiej, los ok. 1000 więźniarek mógł zakończyć się całkiem tragicznie, ponieważ SS-mańskie straże obozowe otrzymały z Berlina rozkaz zlikwidowania więźniarek przed nadejściem wojsk amerykańskich.

Trudności w znalezieniu stałej pracy w Paryżu skłoniły płk „Bohuna” do przyjęcia propozycji przeniesienia się na południe Francji, w celu gospodarowania jedną z farm, którą zarządzał z Zamku Louserville pod Tuluzą ppłk Jan Kamieński, spokrewniony z żoną dr Kazimierza Gluzińskiego. Wraz z dwoma młodszymi kolegami objął farmę

„L'houme” koło Tuluzy i zajął się - po raz pierwszy w życiu - gospodarką rolną, do tego w bardzo zaniedbanym gospodarstwie.

W połowie października 1949 r. przybyła wreszcie z Niemiec do Francji i zamieszkała w „L'houme” żona Barbara z Kłaczyńskich Skarbek- Szacka i sześcioro dzieci płk „Bohuna", wraz z będącym pod ich opieką - ciężko schorowanym po przejściach w niemieckim obozie koncentracyjnym - płk Ignacym Oziewiczem. Rozpoczęli intensywną pracę nad zagospodarowaniem farmy, niestety - mimo największych wysiłków - bez powodzenia. Ppłk Kamieński wobec tego wyznaczył im w lutym 1950 r. inną, większą farmę „Maynadalie", w górach na bezludziu na płd. od Tuluzy i pomógł się urządzić. Na dorobku ratowała rodzinę zapomoga francuska na liczne dzieci, stanowiąca podstawę budżetu. W lecie 1950 r. płk Oziewicz przeniósł się na inną farmę pod zarządem ppłk Kamieńskiego, w Duran, gdzie zamieszkał wraz z dr Kazimierzem Gluzińskim i jego żoną.

Na początku sierpnia 1950 r. dopadł płka „Bohuna” komunistyczny reżym warszawski, żądając od rządu francuskiego aresztowania i wydania płka „Bohuna", jako oskarżonego o „zwalczanie stronnictw lewicowych” w czasie okupacji niemieckiej. 8 sierpnia wczesnym rankiem żandarmeria francuska - z rozkazem aresztowania wydanym przez prokuratora w Tuluzie - zabrała skutego kajdankami płk Antoniego Bohuna-Dąbrowskiego i odtransportowała do prokuratora i więzienia San Michael w Tuluzie.

Tymczasem małżonka Pułkownika zaalarmowała telefonicznie ośrodek paryski, telefonując do inż. Dowbora, który natychmiast poruszył wszystkie możliwe polskie kontakty z gen. Andersem i premierem Arciszewskim na czele. Do rządu francuskiego napływały ostre protesty Rządu Polskiego w Londynie, gen. Andersa, gen. Maczka, polskich kombatantów i wszystkich stronnictw na emigracji. U francuskiego min. spraw zagranicznych r. Schumana interweniował również rząd amerykański. W Tuluzie obroną i zwolnieniem płk „Bohuna” zajął się b. konsul polski wraz z przybyłym z Paryża mjr Janem Łączyńskim i zaproszonym - znanym adwokatem w Tuluzie - p. Lamoth. Trzeciego dnia po aresztowaniu pozwolono płk „Bohunowi” na widzenie się z córką, która poinformowała ojca o wszystkich protestach i staraniach. Ósmego dnia „oskarżony” opuścił celę więzienną, zajmowaną z sześcioma kryminalistami francuskimi i został przewieziony na rozprawę do sądu. Tu oczekiwała już córka i przyjaciele. Proces - w tym godzinne przemówienie obrońcy p. Lamoth wyjaśniające sprawę, list gen. Maczka skierowany bezpośrednio do sądu oraz obszerne „ostatnie słowo” płk „Bohuna” - został zakończony pełnym uwolnieniem „oskarżonego” od wszystkich zarzutów. Przemówienie płka „Bohuna” było zakończone zdaniem:
„Moją jedyną winą jest to, że urodziłem się Polakiem, kocham swój kraj i walczyłem w II wojnie światowej o wolność i niepodległość mojej Ojczyzny i gotów jestem - jako oficer. polski - walczyć z każdym, kto znajdzie się na ziemiach polskich bez zgody Narodu Polskiego”.
Prokurator francuski dołączył się bez zastrzeżeń do wyroku i natychmiastowego zwolnienia płk „Bohuna”. Uznaniom dla sądownictwa francuskiego, jego zrozumienia i sprawiedliwości oraz radości płka „Bohuna”, rodziny i oczekujących przyjaciół - nie było końca. Tydzień później płk „Bohun” pojechał do Duran, gdzie przebywał z wizytą m.in. u dr Gluzińskiego i płk Oziewicza - gen. Maczek, aby osobiście podziękować mu za interwencję.

Ale próbom wywarcia zemsty na dowódcy Brygady Świętokrzyskiej przez reżym warszawski nie było końca. W maju 1951 r.. zgłosił się w Maynadarie z listem ppłk Kamieńskiego mężczyzna pragnący kupić drewno, ścięte na budulec i opał. Był to jednak Polak, nie Francuz, rozmowa przy śniadaniu dotyczyła więc spraw polskich - przedwojennych, okupacyjnych i współczesnych. Potem poszli do lasu obejrzeć drewno, po czym „kupiec” wsiadł na rower i odjechał. Kilkanaście minut później przybyli na farmę żandarmi francuscy, poszukujący owego „kupca", jako zrzutka komunistycznego z PRL-u. Płk „Bohun” zorientował się, jakie mu groziło niebezpieczeństwo, szczególnie, gdy okazało się później, że „kupiec” był uzbrojony. Dopiero parę dni później wywiad francuski wyjaśnił szczegółowo przygotowania do zlikwidowania płk „Bohuna” przez agenta Bezpieki PRL, podającego się za kupca drewna. Wszystko to przyczyniło się do decyzji płk „Bohuna” i jego żony o przeniesieniu się do USA. Jednak starania o zrealizowanie tej decyzji - w pierwszym rzędzie otrzymanie amerykańskiej wizy emigracyjnej - trwały cztery lata.

W międzyczasie paryski Zarząd OGNIWA zawiadomił jesienią 1951 r. płk „Bohuna” o zamierzonej przez gen. Władysława Andersa wizytacji ośrodków brygadowych w większych skupiskach polonijnych przy francuskich fabrykach. Pułkownik ucieszył się tym zdecydowanie, pragnąc „osobiście zameldować się Naczelnemu Wodzowi i złożyć mu raport z naszej działalności”, a także podziękować za skuteczną interwencję u ,rządu francuskiego w sprawie aresztowania i „za wszystko, co zrobił dla Brygady Świętokrzyskiej w latach powojennych”. Wraz z dr Gluzińskim i płk Oziewiczem, płk „Bohun” witał na dworcu kolejowym w Paryżu gen. Andersa i jego świtę, a następnie wszyscy razem pojechali do Strasburga, gdzie miał odbyć się - zorganizowany przez mjr Łączyńskiego, ówczesnego prezesa OGNIWA - zjazd możliwie wszystkich członków OGNIWA. Po powitaniach na dworcu i uroczystej Mszy św. odbyło się - w ogromnej sali - uroczyste spotkanie żołnierzy NSZ i kierownictwa politycznego grupy „Szańca” z Naczelnym Wodzem i Generalnym Inspektorem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie - gen. Andersem. Przemawiali - w pierwszej kolejności - płk „Bohun”, składając raport o pracach i walkach NSZ w kraju w czasie okupacji niemieckiej i z poczynań na emigracji, płk Oziewicz - jako pierwszy Komendant Główny NSZ w kraju, oraz dr Gluziński - podając zarys ideologii grupy „Szańca". Gen. Anders, dziękując za spotkanie i przedstawienie najważniejszych spraw, podkreślił wartość młodego elementu żołnierskiego w OGNIWIE mówiąc m.in.: „Jedynie i tylko wy potrafiliście do tego czasu utrzymać żołnierzy w zwartych grupach,". Następnie podziękował za całą działalność N S Z w okresie okupacji niemieckiej i po wojnie na emigracji. Po tym spotkaniu płk „Bohun” zapisał w swoich wspomnieniach:
Gen. Anders „zrobił na mnie bardzo dodatnie wrażenie człowieka, który wie, czego chce w swoich zamierzeniach i planach. Nas - nasze środowisko - dobrze rozumiał i z aprobatą przyjmował to, co w krótkim zarysie przedstawił mu o nas dr Gluziński. Z wypowiedzi Generała można było sądzić, że całkowicie był po naszej stronie, jednak względy polityczne nie pozwoliły mu wyraźnie postawić kropki nad ‚i'. Dlatego trudno było się spodziewać, aby gen. Anders na terenie Londynu mógł coś konkretnego dla nas zrobić.

Dziś, znając osobiście dobrze gen. Andersa i będąc zauroczony postacią płk „Bohuna” z moich chwil pobytu w Brygadzie Świętokrzyskiej oraz znając z literatury ich działalność wojskową i polityczną. Mogę z czystym sumieniem potwierdzić wnioski wysnute przez płk „Bohuna” po spotkaniu w Strasburgu. Obaj wielcy Polacy poświęcili bez reszty swe życie dla dobra Narodu Polskiego, obaj wykonali - każdy na swym stanowisku i w ramach swoich możliwości - wszystko to, co było możliwe, a chyba i znacznie więcej.

W czerwcu 1953 r. farma Maynadarie została przez ppłk Kamieńskiego sprzedana, a płk „Bohun” z rodziną i całym dobytkiem przewieziony do majątku Lamoth de Bergeron pod Bordeaux, gdzie zamieszkali w 3-pokojowym domku robotniczym. 50-letni płk „Bohun” - jako robotnik rolny - kosił trawę i pracował w winnicach. Termin wyjazdu do USA odsuwał się, ze względu na wyczerpanie polskiego limitu emigracyjnego. Teściowie Pułkownika - doktorostwo Kłaczyńscy*), którzy od paru lat mieszkali już w Stanach Zjednoczonych, wspólnie z kpt. Wacławem „Żurem” - Michalskim (poprzednio dowódcą 2 komp. 202 pp. Brygady Świętokrzyskiej, później - za granicą - archiwistą Brygady) i prof. Smal-Stockim (któremu płk „Bohun” uratował w 1945 r. życie w Czechach, nie dopuszczając do porwania go przez NKWD), starali się przyspieszyć przyjazd płka „Bohuna” do USA. Udało im się to, dzięki pomocy polskiego kongresmana C. Zabłockiego.

W lipcu 1955 r. również maj. Lamoth de Bergeron został przez ppłk Kamieńskiego sprzedany. Płk „Bohun” został więc bez pracy zarobkowej. Angażował się do prac dorywczych i sezonowych, głównie w winnicach. Wreszcie przyszła oczekiwana wiza emigracyjna do USA. W drugiej połowie grudnia 1955 r. - po pożegnaniu się z przyjaciółmi w Paryżu i po obiedzie wydanym przez kombatantów polskich - płk „Bohun” z całą rodziną odpłynął do Ameryki i przybył do Newark (New Jersey) w regionie metropolitalnym Nowego Jorku.

Państwo Skarbkowie - jak wszyscy emigranci zaczęli nowe życie. Płk „Bohun” pracował w wielkiej firmie hodowli róż, utrzymując również stosunki z wcześniej przybyłymi do USA kolegami z Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Dorosłe dzieci ukończyły studia, założyły rodziny i osiedliły się przeważnie w Kalifornii. Pułkownikostwo Skarbkowie przenieśli się także do Kalifornii (zachodni stan USA, nad Oceanem Spokojnym) i zamieszkali w m. Costa Mesa.

Wielkie odległości, np. od Chicago, gdzie w największym skupisku polonijnym w USA żyła liczna grupa NSZ-owców, nie pozwalały na kontakty codzienne. Płk Bohun przyjeżdżał na najważniejsze spotkania, np. w styczniu 1970 r. na zjazd w Chicago z okazji 25 rocznicy wymarszu Brygady z Polski na Zachód. W 1984 r. przemawiał na Zjeździe w Oakville (stan Connecticut w regionie Nowej Anglii), odbytym w 40-tą rocznicę utworzenia Brygady Świętokrzyskiej, ale głównie utrzymywał kontakty pisemne.

W Costa Mesa opracował, jako Antoni „Bohun” - Dąbrowski, książkę: Byłem dowódcą Brygady Świętokrzyskiej NSZ, wydaną przez Veritas Foundation Publication Centre, London (kierowaną przez kol. Wojciecha Dłużewskiego) w latach osiemdziesiątych, a ponownie w Polsce w 1989 r. przez „WERS", jako wyd. II, przejrzane i uzupełnione. Zawiera ona cztery części: Wspomnienia osobiste (1902- 1939); Sytuacja w kraju (1939-1945),. Brygada Świętokrzyska (1944-1945); Po wojnie (1945-1955) oraz napisane - głównie przez żołnierzy Brygady wspomnienia - Relacje i dokumenty. To bardzo wartościowa praca, zarówno z punktu widzenia faktograficznego, jak i przekazania ocen i poglądów żołnierzy Brygady. Szkice walk Brygady opracował syn autora, Andrzej Skarbek. Innym przykładem opracowań płk „Bohuna” (z 1989 r.) są: Koncepcje i plany środowiska politycznego „Szaniec” i dowództwa wojskowego NSZ. Do ostatnich swoich dni płk „Bohun” utrzymywał kontakty ze swymi przyjaciółmi z Grupy „Szańca” i współtowarzyszami walki

Płk Antoni Skarbek-Szacki „"Bohun"-Dąbrowski” zmarł 3 lipca 1992 r. w Costa Mesa, w wieku 90 lat. 7 lipca, w czasie pogrzebu na cmentarzu w Costa Mesa, żegnała go Małżonka Barbara Skarbek i dzieci oraz liczna grupa oficerów i żołnierzy NSZ, w której imieniu przemawiał ppor. Roman Korwin - Chmurowicz „Wolf” z Kalifornijskiego Ośrodka NSZ.

Kpt. Jerzy Jaxa - Maderski „Kazimierz” - w Brygadzie dowódca 6 komp. w II Bat. 202 pp. - pisał, bezpośrednio po śmierci płk „Bohuna”: Zjednał sobie miłość wszystkich podwładnych za sprawiedliwe podejście do każdego żołnierza. Za mocną postawę w walkach z Niemcami i komunistami. Za odsunięcie ambicji własnych dla dobra kraju. Może dopiero historia oceni to, czego dokonał i to, o co walczył. Na ziemi pozostaje żal. Ale i może radość, że kiedyś połączymy się i może razem -w takt Marsza Brygady Świętokrzyskiej - maszerować będziemy w  górnych, nie znanych nam wyżynach niebieskich. Takie oceny - powszechne w naszym środowisku, jeszcze za życia płk „Bohuna” - spowodowały np. wystąpienie Koła Żołnierzy NSZ we Francji, w imieniu którego prezes inż. arch. Janusz Deryng (pchor. „Bugaj") wystąpił 12 X 1991 r. do ministra Zbigniewa Zielińskiego - kier. Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych (po uprzednim osobistym spotkaniu z nim w sierpniu 1991 r.) z prośbą o wystąpienie z wnioskiem o nadanie płk NSZ Antoniemu Skarbkowi - Szackiemu ps. „Bohun - Dąbrowski” Orderu Wojennego Virtuti Militari, właściwej klasy, „za całokształt działalności w konspiracji w czasie II wojny światowej, a w szczególności za wyprowadzenie Brygady Świętokrzyskiej na Zachód, zgodnie z dyrektywą Naczelnego Wodza, gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego”. W obszernym merytorycznym uzasadnieniu inż. Janusz Deryng doniósł również o wniosku gen. Faury - honorowego prezesa Wspólnoty Polsko-Francuskiej w Paryżu i francuskiego Sekretarza Stanu ds. b. Kombatantów i Ofiar Wojny p. Andre Meric o odznaczenie płk „Bohuna” francuską Legią Honorową „za uwolnienie w 1945 r. paruset Francuzek z niemieckiego obozu koncentracyjnego w Holleistchau [Holiszowie] / Sudetenland filii Ravensbriick” W zakończeniu prezes Koła b. Żołnierzy NSZ we Francji napisał: „Żołnierze płk Skarbka uważają, że zasłużył on w pełni na szlify generalskie”.

Niestety siły lewicowe, za czasów rządu p. Suchockiej z Unii Demokratycznej, doprowadziły - prawie natychmiast po dojściu do władzy w początku lutego 1992 r. do usunięcia min. Zb. Zielińskiego z zajmowanej funkcji kierownika Urzędu ds. Kombatantów, a jego następcy już w ogóle przestali popierać sprawę uhonorowania płk „Bohuna”.

Tym bardziej ludzie Grupy „Szańca”, członkowie Związku Jaszczurczego, w ramach którego płk „Bohun”, jako kpt. WP włączył się w początku 1940 r. do pracy konspiracyjnej w Zagnańsku, a szczególnie członkowie Narodowych Sił Zbrojnych i ich największej formacji partyzanckiej Brygady Świętokrzyskiej, będą zawsze pamiętali i czcili postać dowódcy tej Brygady płk Antoniego Skarbka - Szackiego „Bohuna - Dąbrowskiego", który DOBRZE SIĘ ZASŁUZYŁ NARODOWI POLSKIEMU.

Tadeusz Skarzyński „Bończa”