Szukane słowo

artykuł obraz

Wojciech Jerzy Muszyński

Blokada Uniwersytetu Warszawskiego

Blokada Uniwersytetu Warszawskiego

Blokada była spektakularnym wystąpieniem studentów Uniwersytetu Warszawskiego przeciwko autorytarnym rządom obozu sanacyjnego w II Rzeczypospolitej. Od połowy lat 20. wśród młodzieży akademickiej narastały nastroje opozycyjne. Przyczyniła się do tego zwłaszcza reforma szkolnictwa wyższego autorstwa ministra Janusza Jędrzejewicza z 1932-33, która doprowadziła do ograniczenia samorządności uczelni wyższych. Minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (WRiOP) zyskał prawo nominacji i przenoszenia profesorów, a także władzę dyscyplinarną nad studentami. Zlikwidowano ogólnopolskie centrale organizacji młodzieżowych i wprowadzono zasadę proporcjonalności w wyborach do stowarzyszeń samopomocy studenckiej. Uderzało to przede wszystkim w akademickie organizacje obozu narodowego, skupiające w swoich szeregach większość polskich studentów. Represje władz dotykały jednak nie tylko studentów pracę utraciło także wielu znanych wykładowców o poglądach narodowych.

Młodzież akademicka, stanowiąca najbardziej aktywną część działaczy narodowych stała się ofiarą bezpośrednich represji. Wielu młodych członków Stronnictwa Narodowego i Obozu Narodowo-Radykalnego przetrzymywano w aresztach policyjnych i osadzono w obozie odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Jednym z rekordzistów i ofiar tej niechlubnej praktyki był Jan Barański: 27 razy aresztowany, w więzieniach i aresztach przebywał łącznie 2 lata i 7 miesięcy, przy czym nigdy nie został skazany wyrokiem sądu. Cenzura rekwirowała całe nakłady gazet i tygodników podejrzanych o poglądy opozycyjne. Dla posiadających niewielkie dochody studentów poważnym problemem było opłacenie czesnego za naukę. Nastroje uległy radykalizacji po podwyżce opłat za studia wprowadzonej na początku roku akademickiego 1935/36. Odtąd walka o obniżenie czesnego stała się jednym z głównych postulatów ruchu studenckiego. Podkreślano, że ma ona także na celu ułatwienie dostępu do wyższych uczelni młodzieży wywodzącej się z biednych rodzin wiejskich i robotniczych.

Dodatkowych miejsc na wyższych uczelniach miała także przysporzyć realizacja postulatu numerus clausus, zmierzającego do ograniczenia liczby studentów żydowskich na każdym wydziale do procentu odpowiadającego procentowi ludności żyd. w całej Polsce; na niektórych wydziałach (np. prawo czy medycyna) liczba studentów pochodzenia żyd. przekraczała połowę wszystkich studiujących; przed wprowadzeniem tego postulatu w życie narodowcy proponowali ustanowienie tzw. getta ławkowego, które pozwoliłoby unaocznić ilość studentów żydowskich na każdym wydziale. Tego rodzaju mobilizowanie nastrojów antysemickich przez narodowców było traktowane jako środek do walki politycznej z obozem sanacyjnym i nie miało żadnych podtekstów szowinistycznych czy tym bardziej rasistowskich. Plany oddzielenia studentów żydowskich od reszty młodzieży spotkały się również z aprobatą części ortodoksyjnych działaczy żydowskich, uważających, że młodzież ta powinna mieć jak najmniej kontaktów z Polakami (gojami).

Bezpośrednią przyczyną wypadków na Uniwersytecie Warszawskim (wówczas pod nazwą Uniwersytet Józefa Piłsudskiego - UJP) była obecność przedstawicieli studenckich Bratnich Pomocy (organizacji samopomocowych, tworzonych przez polskich studentów, w większości narodowców) na uroczystości nadania E. Śmigłemu-Rydzowi buławy Marszałka Polski 11 XI 1936. Fakt ten oburzył studentów UJP, którzy uznali, że to publ. wystąpienie miało charakter polit. poparcia dla obozu sanacyjnego i kompromitowało obóz narodowy. Na burzliwym posiedzeniu uniwersyteckiego „Bratniaka” zdecydowano o podjęciu blokady, którą rozpoczęto 23 XI 1936. Na czele protestu stanęli: Jan Barański, Witold Borowski (działacze Sekcji Młodych SN) i Zygmunt Przetakiewicz Ruch Narodowo-Radykany - Falanga.

Akcja blokowania uczelni miała formę strajku okupacyjnego i uczestniczyło w niej ok. 1000 osób. od pocz. miała ona charakter protestu zarówno politycznego jak też ekonomicznego. Studenci wysuwali żądania obniżki opłat za studia, bezpłatnych studiów dla dzieci chłopów i robotników i wprowadzenia numerus clausus; występowano jednocześnie przeciwko komunistom i sanacji, domagano się także ograniczenia cenzury. Brama główna uniwersytetu przy Krakowskim Przedmieściu obwieszona została transparentami z emblematami obozu narodowego (Mieczem Chrobrego) i hasłami: „Żądamy getta dla Żydów i obniżki opłat!”, „Niech żyje Wielka Polska!”, „Śmierć żydokomunie!”, „Blokada aż do zwycięstwa”!. O popularności akcji studenckiej wśród warszawiaków świadczyły ogromne ilości żywności i napojów znoszono spontanicznie na uniwersytet. Pod jego murami odbywały się demonstracje poparcia organizowane przez młodzież szkolną i robotników, rozpraszane brutalnie przez policję. Na Politechnice Warszawskiej, w Szkole Głównej Handlowej, Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego oraz w Szkole im. Wawelberga zawieszono zajęcia i doszło do wystąpień studentów solidaryzujących się z kolegami z UJP.

Reakcja rządu była szybka i zdecydowana. Decyzją ministra WRiOP zamknięto Uniwersytet Warszawski. Premier rządu Felicjan Sławoj-Składkowski na nadzwyczajnym posiedzeniu sejmu wygłosił przemówienie, w którym oskarżył SN o „anarchizację życia w kraju”, a blokadę nazwał „próbą endeckiego zamachu stanu”. Stało się jasne, że władze zamierzają użyć siły przeciwko narodowcom. Wokół uniwersytetu skoncentrowano duże siły policyjne. Decydujący szturm nastąpił w nocy 24/25 XI. Na teren uczelni weszły specjalne odziały policji uzbrojone w karabiny, granaty gazowe i długie pałki. Władze pogwałciły w ten sposób zasadę eksterytorialności uniwersytetu. Studenci wycofali się do gmachu Auditorium Maximum, gdzie zabarykadowali się.

Policjanci przy pomocy strażaków z toporami wyrąbali główne drzwi budynku, nie udało się im jednak sforsować ustawionej tam barykady z ławek i szaf, bronionej przez studentów. Wobec silnego oporu na parterze policja przypuściła szturm na pierwsze piętro. Strumieniami wody wybito szyby w oknach, do których następnie podstawiono drabiny. Jednak także i ten atak udało się obrońcom odeprzeć gradem cegieł i kamieni. Ostatecznie do szturmu przystąpiła rezerwowa kompania policji z Golędzinowa. Wrzucając do wnętrza świece dymne i granaty z gazem łzawiącym.

Zygmunt Przetakiewicz następująco wspominał te chwile:

„Wzywano nas do poddania się, grożąc w przeciwnym razie użyciem siły. Z naszej strony odpowiedzią było milczenie. Po paru minutach dowódca oddziału policji wydał rozkaz szturmu. Zapalono reflektor, a wóz straży pożarnej zaczął oblewać budynek Audytorium strumieniem wody. Zwarty oddział policji zbliżył się do wyjścia i właśnie w tym momencie na głowy atakujących posypał się grad kamieni, zbiliśmy reflektor i ugodziliśmy kilku policjantów. Oni zaczęli wybijać szyby i wrzucać do wnętrza granaty łzawiące i gazowe. Po pewnym czasie nie było czym oddychać. Studentki biorące udział w blokadzie wpadły w panikę. Za wszelką cenę chciały wyjść na zewnątrz. Powstało ogromne zamieszanie. Policjanci nie dopuszczali, by ktokolwiek wychodził z budynku. Przy pomocy drabin zaczęli wdzierać się do wnętrza. Po kilkunastu minutach nasz opór był złamany”.

Policja przy pomocy strażaków z toporami wyrąbała główne drzwi i po usunięciu barykady w holu głównym wkroczyła do głównej auli, gdzie zebrali się wszyscy uczestnicy blokady. Obezwładnionych studentów wyprowadzono na dziedziniec, gdzie opornych przepuszczano przez tzw. ścieżkę zdrowia", bijąc pałkami i kolbami broni. Aresztowano wówczas ponad 250 uczestników blokady, których umieszczono w więzieniu przy ul. Daniłłowiczowskiej (kobiety po wylegitymowaniu zwolniono do domu). Aktami oskarżenia objęto prawie 300 osób w tym 70 kobiet). Członkowie komitetu organizacyjnego blokady, mimo iż nie ciążył na nich żaden wyrok sądu, byli przetrzymywani w areszcie przez kilka miesięcy.

Przeciwnicy polityczni obozu narodowego i historycy o proweniencji lewicowej włożyli wiele wysiłku, aby oczernić uczestników blokady, przedstawiając ich jako brutali, chuliganów i bojówkarzy. We wspomnieniach Ludwika Krzywickiego, noszącego przydomek „papieża polskiego socjalizmu”, można znaleźć informację, że w dniu ogłoszenia Blokady „na uniwersytet wdarła się 30 osobowa bojówka, składająca się z bezrobotnych i mętów społecznych”. Autor sugerował, że byli to bojówkarze nacjonalistyczni, ale nie było to prawdą. Jedynymi znanymi ofiarami napaści w tym czasie byli narodowcy Jan Barański i Julian Nowakowski, pobici przez 80 osobową lewicową bojówkę, która 24 XI wieczorem wdarła się na dziedzinie Uniwersytetu i napadła na strajkujących. Grupa napastników składająca się z socjalistów, komunistów i bundowców, była uzbrojona m.in. w siekiery. W wyniku bijatyki kilkunastu studentów odniosło obrażenia, w tym dwóch wymienionych na tyle ciężkie, że odwieziono ich do szpitala Św. Rocha. Lewicowi bojówkarze uciekli przez główną bramę uniwersytetu, tam jednak policja aresztowała jednego z nich - działacza żydowskiego Bundu - Abrama Erlicha. Wśród lewicowych bojówkarzy był też późniejszy „bohater” komunistyczny Janek Krasicki. Prawdopodobnie to o tej grupie myślał prof. Krzywicki pisząc o wszczynających w czasie blokady „burdy mętach społecznych”.

Niechętni narodowcom publicyści lewicowi przez lata tworzyli legendę o endeckim bojówkarstwie, tendencyjnie wyolbrzymiali także antysemityzm narodowców. Opisy terrorystycznych napadów dokonywanych rzekomo przez uzbrojonych w kastety, kije, noże i żyletki narodowców były w większości zwykłą propagandą na użytek polityczny. Tymczasem studenci - narodowcy sami często stawali się ofiarami napadów bojówek socjalistycznych komunistycznych lub żydowskich. Były nawet ofiary śmiertelne takich napadów: w 1931 r. w Wilnie ugodzony w głowę kamieniem poniósł śmierć student Stanisław Wacławski, a w 1932 r. we Lwowie Jerzy Grotkowski. Broniących się narodowców lewicowa i liberalna prasa oskarżała o wszczynanie burd i zamieszek na wyższych uczelniach. Jedną z popularnych wówczas metod obrony było wszycie żyletki w klapę marynarki przy Mieczyku Chrobrego. Miało to chronić ubranie przed zniszczeniem w czasie ataku lewicowych chuliganów, zdzierających klapę razem z odznaką. Za taką zdobycz w redakcji „Robotnika” (organu Polskiej Partii Socjalistycznej) płacono bojówkarzom 10 zł, premiując w ten sposób stosowanie przemocy w polityce.

Świadkowie tych wydarzeń nie mieli wątpliwości, że polska młodzież akademicka, przyszli lekarze, adwokaci czy nauczyciele, ludzie stawiający honor na pierwszym miejscu, nie stosują w swej działalności z metod przestępczych ani chuligańskich. Przykładem tego może być fragment wspomnień ówczesnego profesora UW, światowej sławy prawnika i autorytetu moralnego - Eugeniusza Jarry:

„W ostatnich latach przed wojną anormalne stosunki polityczne w Kraju znajdowały echo w licznych zaburzeniach wśród młodzieży akademickiej, utrudniających, a nawet przerywających bieg pracy naukowej. Jedną z większych demonstracyj było zabarykadowanie się studentów i studentek w nowym gmachu audytorium, brutalnie po trzech dniach zlikwidowane przez oddziały policji golędzinowskiej. Zwiedzając bezpośrednio po tym wnętrze gmachu, podziwiałem zarówno obfitość pozostałego prowiantu, zwłaszcza chleba i kiełbasy, w które zacna Warszawa zaopatrywała swych ulubieńców, jak liczne dowcipne utwory aktualne, wypisywane na tablicach. Humor nie zawodził studentów w żadnych okolicznościach”.

Blokada U.W. w listopadzie 1936 r. była protestem patriotycznej młodzieży, która próbowała na miarę swoich sił i możliwości walczyć o lepszą i bardziej sprawiedliwą Polskę, podobnie jak miało to miejsce w czasie wypadków marcowych w 1968 r. czy strajków studenckich w latach osiemdziesiątych.

 

Wojciech Jerzy Muszyński